Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

107. / link - relaks? oczywiście!






Domowa granola jabłkowa z jogurtem greckim, cynamonem, mielonym lnem i domową konfiturą żurawinową; ciasto jabłkowo-orzechowe.



Codziennie sprawdzam długoterminową prognozę pogody i wypatruję śniegu. Zaraz zacznie się piernikowanie, robienie kartek świątecznych, kupowanie prezentów, a ja jakoś nie czuję tej atmosfery...


Ostatnio była SPA dla włosów, a dziś...dla ciała. Bo czasem trzeba sobie dogodzić ;)

poniedziałek, 5 listopada 2012

piątek, 2 listopada 2012

86. ~ 87.






Tosty pełnoziarniste żytnie z oscypkiem i domową konfiturą żurawinową / masłem orzechowym; twaróg z cynamonem, mielonym lnem i olejem lnianym; ogórek zielony.





Czerwony ryż pełnoziarnisty na mleku z jogurtem naturalnym z mascarpone, granatem, orzechami laskowymi, mielonym lnem i cynamonem; kawałek murzynka z domową konfiturą aroniową.



Znowu nieobecność i dwa śniadania w jednym poście. Znowu chodzące po głowie pytanie czy warto. I znowu odpowiedź: tak, dam radę, będę robić to, co sprawia mi frajdę.

Jedząc sobie spokojnie śniadanie myślę sobie ile mnie dzisiaj czeka. Nauka (matma!), pierwsze korki z matmy (matura wzywa), sprzątanie (czas zacząć świąteczne porządki?) i popołudniowe plany zakupów w Ikei (mój pokój musi zacząć wreszcie przypominać pokój nastolatki :P )...może jeszcze bieganie? Choć w taką zimnicę najchętniej nie ruszałabym się z domu...no to do roboty, haha! :D Moment, moment...miałam mieć dziś WOLNE? ; )


Ach, jeszcze jedno - "Kordian" wzywa! :D

poniedziałek, 24 września 2012

51.






Domowy chlebek dyniowy; kawa z cynamonem.




Przede wszystkim chciałabym Wam bardzo podziękować za wczorajsze słowa wsparcia i otuchy :) Jesteście kochane! 

Przemyślałam sobie wszystko. Przybiegłam lekko, w sumie mogłabym pobiec dalej (rodzice zrobili zdjęcie, jak tuż przed metą radośnie im macham i uśmiecham się do aparatu). Dotarło do mnie, że przecież nie chciałam pobijać żadnych rekordów. Gdyby nie moja chora ambicja i chęć bycia lepszym, wynik totalnie by mnie nie obchodził. Bo przede wszystkim chciałam pobiec, poczuć tą atmosferę, sprawdzić się...I rzeczywiście - na trasie, wśród oklasków, uśmiechów i dopingujących okrzyków, czułam się...po prostu szczęśliwa. Aż uśmiechałam się sama do siebie.

 Wynik jest ważny, ale nie najważniejszy. Muszę przestać zwracać uwagę na cyferki, a skupić się na tym, co niezapomniane i co pozostaje do końca życia. Bo wynik można poprawić. Emocji, przeżyć, doświadczeń nie zmienisz. 
Dlatego mam nadzieję, że dzień 23.09.2012 nie zostanie w mojej pamięci jako dzień porażki, ale jako dzień zwycięstwa. Nad własnymi słabościami, nad nieumiejętnością przegrywania. Dzień pierwszego ćwierćmaratonu (i życiowego rekordu - pierwszy tak długi bieg i w tak szybkim czasie - zwykle biegam trochę wolniej) i...
...pierwszego jubileuszu! Kompletnie uszło to mojej uwadze - wczoraj zjadłam z Wami 50 śniadanie! :D


Uff, ale się rozpisałam. Nie zdziwię się, jeśli nie będzie Wam się chciało tego przeczytać. Ale co tam. Po prostu musiałam się wygadać.